Dramatyczne chwile przeżyli rodzice kilkulatki z powiatu bełchatowskiego w Nowy Rok. Późnym wieczorem do Komendy Powiatowej Policji w Bełchatowie zadzwoniła zrozpaczona matka z informacją o zaginięciu swojej ośmioletniej córki. Dziewczynka wyszła z domu nocą, gdy wszyscy domownicy spali. Ruszyła akcja na dużą skalę. Jej finał jest dość zaskakujący...
Sytuacja od początku była traktowana bardzo poważnie. Jak relacjonują funkcjonariusze, tuż po otrzymaniu informacji od zaniepokojonej mamy natychmiast uruchomiono szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą.
- Po otrzymaniu tej informacji skierowaliśmy wszystkie siły na miejsce zaginięcia. Do akcji poszukiwawczej włączyli się także strażacy oraz sąsiedzi zaginionej. W trakcie zbierania przez policjantów szczegółowych informacji dotyczących zaginięcia dziewczynki rozpoczęliśmy ściąganie większych ilości policjantów którzy dołączali do poszukiwań - mówi aspirant Marta Bajor z KPP Bełchatów.
O godzinie 22.25 do działań w Księżym Młynie dołączyli strażacy z PSP Bełchatów oraz pięć okolicznych jednostek OSP. Łącznie w akcji uczestniczyło 9 zastępów w siele 30 strażaków. Przeczesywano okolicę, posesje, drogi i tereny leśne. W poszukiwania włączyli się także mieszkańcy miejscowości, z której pochodzi dziewczynka.
Kulminacja dramatycznych wydarzeń nastąpiła chwilę przed północą. To właśnie wtedy zaginiona została odnaleziona przez mieszkańców. Dziewczynka była zmarznięta i zdezorientowana, ale na szczęście nie odniosła żadnych obrażeń.
- Dziewczynka powiedziała, że chciała zobaczyć tylko bunkier i wrócić do domu, kiedy zorientowała się, że wszyscy ją szukają wystraszyła się, że zrobiła coś złego i chowała się przed osobami poszukującymi ją. Szczęśliwie dziewczynka cała i zdrowa wróciła do domu - dodaje aspirant Marta Bajor z bełchatowskiej policji.
Akcja poszukiwawcza zakończyła się o godzinie 00.40.